TEKST ŹRÓDŁOWY

Tytuł: Żegnaj Harry, Ty dobry, stary przyjacielu

Autor: Krystyna i Jan Dolny

Opublikowano w: Tygodnik Prudnicki, nr 50 (785),     14.12.2005 r., str. 16

Źródło: Archiwum Tygodnika Prudnickiego

Rodzaj tekstu: Artykuł prasowy, wspomnienie

Okazja, temat: Śmierć i pogrzeb Harry`ego Thürka

Struktura tekstu: 5 szpalt, czcionka 10 pkt, tytuł czcionką pogrubioną, 1 zdjęcie

Zdjęcia: Tygodnik Prudnicki

ŻEGNAJ HARRY, TY DOBRY, STARY PRZYJACIELU

rozmiar: 2,45 KB pobrań: 1 data: 2007-08-24 10:47:05Z tej podróży, na którą się wybrałeś przed świtem 24 listopada nie będzie już dla Ciebie powrotu. Ale z dotychczasowych podróży zawsze miałeś-jak mnie przez telefon często usiłowałeś przekonać, z Twoim typowym, bezpośrednim, śląskim humorem-pysk pełny!

Jan! Świata, którego miałem szczęście poznać, i to bardzo dużo, tego świata już nie ma.

Jednak mnie udawało się przenieść Ciebie w przeszłość, zwłaszcza wtedy, kiedy znów udawało mi kupić na aukcji internetowej jedną z wielu Twoich książek. Dzieł, które zaraz czytałem, opatrywałem komentarzami i wysyłałem do Ciebie z prośbą o przyjacielską dedykację. Tak, wtedy dokładnie czułem, nawet po drugiej stronie kabla telefonicznego w Hamburgu jak bardzo rozkwitałeś. Wtedy, gdy nie było tej maski z tlenem, po którą tak często musiałeś sięgać, gdy brakło Ci powietrza.

To był mniej więcej ten słynny szlak Ho Chi Minha. Właśnie tam trucizna znalazła się w moich płucach-pisałeś mi jeszcze przed paroma tygodniami w Twojej-opartej na faktach-książce pt.: Droga do piekła.

Tę drogę do piekła przeszedłeś trzykrotnie. I właśnie wtedy otoczył Ciebie obłok trucizny „Agent Orange” rozpylanej przez amerykańskie samoloty, który spowodował, że od około sześciu lat przykuty byłeś do swojego łóżka. W swoim wspaniałym dziele napisałeś mi: Mocni jak rwące potoki, Tutaj znajdziesz wielką część mojego życia. Nie był to najgorszy jego okres.

Tak na marginesie drogi przyjacielu, jestem Tobie bardzo wdzięczny za te przygodne rzeczy, którymi się zająłeś, zresztą korzystam z tego osobiście. Na przykład te wietnamskie banknoty, które w tylnych kieszeniach Twoich „gaci” przebyły z Tobą całą drogę. Zauważone dopiero podczas prania przez Renatę stały się ozdobą mojej kolekcji o Harry`m Turku.

Nie z powodu sensacji czułeś się adwokatem tych wszystkich gnębionych narodów, nie, byłeś jakby jednym z tych ludzi, o których pisałeś, zjednoczony z nimi w walce o godność i wolność…Kochałeś te kraje i tych ludzi.

Tylko dlaczego drogi przyjacielu nie mogłem wówczas Ciebie poznać? Jak wielką szansę straciłem?

O tobie, Harry dowiedziałem się zupełnie przypadkowo w naszym, rodzinnym mieście Prudniku-kiedyś Neustadt-na Górnym Śląsku.

Jeśli chce pan poznać całą prawdę o tym, jak nas traktowali Polacy po wojnie to musi pan przeczytać powieść Harry`ego Thürka „Lato umarłych snów-czułem, że mówiący to przedstawiciel mniejszości niemieckiej bardzo sceptycznie patrzył na moja pracę polsko-niemieckiego pojednania w rodzinnym mieście.

Drogi przyjacielu! On w ogóle nie zrozumiał intencji Twojej książki. Przecież to było Twoje oskarżenie przeciw wojnie, przeciw temu, co przeżyłeś jako młody człowiek w czasach tragicznej wojny. Szczerze napisałeś o okrucieństwach, które popełnione zostały po obu stronach, miałeś odwagę nazwać winnych tego piekła-niemieckiego faszyzmu i narodowego socjalizmu.

Już wtedy wiedziałem, że muszę Ciebie poznać. Ogromnie wzruszyła mnie ta historyczna i pełna autentyzmu opowieść, która działa się w moim rodzinnym mieście, a której jako młody człowiek nie mogłem poznać. Kiedyś w Polsce ukrywano przed nami historyczne prawdy.

Dzięki Tobie, drogi Harry, mieszkańcy naszego miasta, którzy sami kiedyś utracili swoja ojczyznę, dowiedzieli się, że wśród ulic pięknego Prudnika, podczas pierwszych miesięcy po wojnie istniało getto dla Niemców. Wielu ludzi tam będących nie przeżyło pobytu w nim. Nie znalazłem jednak w Twojej książce żadnego oskarżenia przeciwko polskiemu narodowi. Było za to oskarżenie przeciw tym, którzy całe narody podburzali przeciw sobie. Niestety, nie mogłem zabrać Ciebie na wystawę w Prudniku, dotyczącą Twojej powieści. Amerykańska trucizna nie pozwalała na podróż.

Gdy Ciebie odwiedzałem opowiadałem Ci jak wielkie zainteresowanie-zwłaszcza wśród młodzieży-wzbudzała ta historia, jak mi dosłownie „dziurę w brzuchu wiercili”, chcąc się jak najwięcej dowiedzieć. Mimo, że ich rodzice również przeżyli ciężkie czasy, młodzież potrafiła dobrze ocenić Twoja miłość do wyrażania prawdy.

Przyznam się, że ja i moja żona Krystyna, byliśmy bardzo dumni, gdy Ty i Twoja Renata zaproponowaliście nam przyjaźń. Pamiętam, że przypieczętowaliśmy ja toastem z wina, które przysłaliście nam z Weimaru. Naszą przyjaźń na zawsze będziemy szanować, mimo tego, ze trwała zaledwie parę lat.

Będę opisywał Twoje doświadczenia życiowe, dla siebie, może dla naszdego wnuka, bo o publikacji z braku talentu nie myślę. W każdej chwili mogłem Ciebie pytać o opinię na ten lub inny temat, zawsze miałeś w zanadrzu ciekawą odpowiedź i to nie pouczająca albo z punktu widzenia „lepiej wiedzącego”.

Tak, Twoje podejście do prawdy, Twoja szczerość uczyniły z Ciebie tak zwanego „Querdenkera”, człowieka, który nie wierzy we wszystko, co mu się „sprzedaje”. Pytałem jak Ci się żyje z takim „tytułem”?

Wiesz Janie, nie przykładam wielkiej wagi do różnych tytułów lub wypowiedzi. Ale gdy ludzie, którzy mnie tak nazywają, chcą przez to powiedzieć, że nie wierzą we wszystkie kłamstwa przekazywane przez mass-media, że chcą je zlustrować, wtedy mogą mnie tak nazwać. Ach, gdybyśmy mieli więcej ludzi, którzy zasługiwaliby na takie określenie.

Harry, nie mogę uwierzyć, że między nami nie będzie już takich rozmów. Komu mam opowiadać, co się dzieje w naszym miasteczku Prudniku, albo w Białej, gdzie się urodziłeś? Przyjacielskie stosunki, pojednanie z narodem polskim, te sprawy zawsze Ci leżały na sercu. A gdy podczas naszych codziennych rozmów zaspokajałeś mój głód wiedzy na temat Chin, Kambodży, Wietnamu, Laosu i Indonezji, zawsze wracaliśmy do „naszych ludzi”, „tam na dole”- jak mówiłeś-o Śląsku. Twoja praca dla pojednania między naszymi narodami zaczęła się już w 1948 roku, gdy jeszcze nikt nie marzył, że może dojść do takiego stanu stosunków między Polska a Niemcami jak jest obecnie i nawet nikt nie marzył, że takie czasy mogą nadejść. Ludzie z Twojej śląskiej ziemi, drogi przyjacielu, nigdy nie zapomną. W podręczniku do edukacji regionalnej pogranicza polsko-czeskiego „Tu, gdzie mieszkam”, wydanym w ostatnich tygodniach, Twoje zabiegi o pokój z polskim narodem zostały właściwie docenione. Jak bardzo się cieszyłeś, gdy przetłumaczyłem co piszą o Tobie Polacy, bo wyróżnienia i wynagrodzenia dla Ciebie były zawsze sprawami marginalnymi.

Czy wiesz Janie, co słynny reżyser Billy Wilder mawiał, gdy spoglądał na wszystkie swoje nagrody, nawet na słynnego Oskara, którego otrzymał?

Nie Harry, nie mam pojęcia.

Ty, prawie pękając ze śmiechu odpowiedziałeś: Nagrody i ordery są jak hemoroidy, każdy je kiedyś dostanie.

Mimo, że ostatnio było z Tobą bardzo źle, to jednak nie zapomniałeś o śmiechu. To właśnie wyróżnia nas, Ślązaków, jest nam wesoło, gdy innym zbiera się na płacz. Teraz, gdy piszę te zdania uśmiecham się, zbyt wspaniała była i jest przyjaźń do Was-do Ciebie drogi Harry i Ciebie kochana Renato.

Wasi Krystyna i Jan Dolny.