TEKST ŻRÓDŁOWY

Tytuł: Harry Thürk nie żyje

Autor: Andrzej Dereń

Opublikowano w: Tygodnik Prudnicki, nr 48 (783), 30 listopada 2005 r.

Źródło: Archiwum Tygodnika Prudnickiego

Rodzaj tekstu: Artykuł prasowy, wspomnienie

Okazja, temat: Śmierć Harry`ego Thürka

Struktura tekstu: 5 szpalt bez linii rozdzielającej, czcionka 11 pkt , tytuł czcionka pogrubioną, jeden duży kolaż zdjęciowy

HARRY THÜRK NIE ŻYJE

 clip_image012.jpeg

Tydzień temu informowaliśmy o hospitalizacji Harry`ego Thürka. W ubiegłym tygodniu Jan Dolny z Hamburga przekazał nam smutna wieść – Thürk nie żyje. Niemiecki pisarz, autor kilkudziesięciu powieści i scenariuszy filmowych, korespondent wojenny w Azji Południowo-Wschodniej, dziennikarz i fotoreporter-zmarł w czwartek, 24 listopada w szpitalu w Weimarze. 78-letni pisarz urodzony w Białej i mieszkający w okresie międzywojennym w Prudniku od kilku lat borykał się z chorobą nowotworową.

Thürk, który po wojnie zamieszkał w NRD był mało znanym pisarzem w Polsce, choć jego książki doczekały się przekładów w ośmiu językach, również  polskim (o jego śmierci pisała poczytna, niemiecka gazeta Die Welt). W okolicy Prudnika jego nazwisko stało się znane głównie za sprawą Tygodnika Prudnickiego, który w częściach publikował jego powieść Sommer der toten Träume(I wydanie-1993 r.) przełożoną na język polski przez Annę Myszyńską pod tytułem Lato umarłych snów. Powieść opisywała losy młodych Niemców, którzy przybyli do rodzinnego Prudnika (w książce Neuhof), będącego pod zarządem radzieckiego wojska i polskiej administracji.

Z pomocą Jana Dolnego nasza redakcja zaprzyjaźniła się z pisarzem, zresztą stale informowaliśmy naszych czytelników o naszej korespondencji.

Thürk był niezwykłym człowiekiem, niemal całe życie ocierał się o śmierć, w Europie, a później w Azji. Klimat tych przeżyć przelewał na papier, powstawały powieści, scenariusze i dokumenty. Nas oczywiście najbardziej interesowała bialsko-prudnicka młodość pisarza, a więc i powieść „Lato umarłych snów”. Podejmując decyzję o jej publikacji w „Tygodniku” wiedzieliśmy, że nasza inicjatywa nie zawsze spotka się z pozytywnym odzewem niektórych osób. Nie baliśmy się jednak tego uczynić, wychodząc z założenia, iż po 60. latach po wojnie polskie społeczeństwo jest w stanie obiektywnie spojrzeć na temat powojennych losów prudnickich Niemców, getta i ich wywózki. I nie chodziło tu o bezsensowne wyliczanie sobie krzywd, ale powiedzenie prawdy o tamtych trudnych chwilach. Thürk często pisał o tym, wierzył w pojednanie, był zagorzałym wrogiem nacjonalizmu. Świadomość, że jego twórczość dociera do rodzinnych stron sprawiała mu wiele satysfakcji i radości, jakże potrzebnej w czasie choroby. Wiedzieliśmy, że jego stan jest ciężki, Jan Dolny, kontaktujący się z nim osobiście przygotowywał nas na jego odejście, wiadomość o  śmierci nie była dla nas zaskoczeniem. Żałujemy jedynie, ze nasze drogi zeszły się tak późno, zbyt późno by rozmawiać i wzajemnie uczyć się od siebie…

Harry Thürk zasnął na zawsze.

Andrzej Dereń

clip_image014.jpeg